-Córciu wychodzę.!-usłyszałam krzyk z dołu.usiadłam na podłodze i znów pochłonęłam się w wspomnieniach już od dwóch dni miałam myśli samobójcze może właśnie teraz jest najwyższa pora abym zeszła z tego świata,weszłam do łazienki i zaczęłam wyjmować wszystkie tabletki jakie miałam,wzięłam tez żyletkę i przykucłam na zimnych kafelkach zaczęłam nachalnie połykać proszki nasenne ale to nic nie dawało więc w moją bladą rękę chwyciłam żyletkę bałam się to zrobić po prostu nie miałam wystarczająco dużo odwagi ale przed oczy wróciła mi scena zdrady widziałam ich na łóżku i roześmianą twarz Harry`ego przez sekundę zobaczyłam wszystkie nasze wspólne chwile ,wtedy jednym płynnym ruchem zaczęłam ciąć kreski na mojej słabej dłoni,zerwałam z szyi łańcuszek który wygrał dla mnie w Paryżu,ścisnęłam go mocno w dłoni i rzuciłam na kafelki w kałuże krwi która sączyła się z mojej ręki,po chwili środki nasenne chyba zaczęły działać ponieważ robiłam się coraz słabsza i słabsza odpływałam z każdą minutą coraz bardziej aż moja głowa zsunęła się po ścianie uderzając o płytki,moje powieki zamykały się aż w końcu straciła jakikolwiek kontakt ze światem.
***Oczami Harry`ego.***
Wstałem dość rano i od razu postanowiłem pojechać do Juli,wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę jej domu,dobijałem się do drzwi wejściowych ale nikt mi nie otworzył miałem złe przeczucia więc wpadłem do domu szukając ją po wszystkich pokojach na górze drzwi od łazienki były otwarte bez zastanowienia wbiegłem do niej przy ścianie leżała blada Julia w kałuży krwi która lała się z jej nadgarstka,obok był zakrwawiony wisiorek ode mnie i puste opakowania po lekach w ręce ściśniętą miała żyletkę ująłem jej bezbronną dłoń i gładziłem po zimnym policzku zacząłem krzyczeć i wołać o pomoc,przystawiłem ucho do jej klatki piersiowej jej serce biło niemalże niewyczuwalnie ale biło złapałem w rękę telefon i wykręciłem numer na pogotowie potem zadzwoniłem do chłopców i mamy Juli,przytuliłem ją do siebie i całowałem po pliczku
-Kochanie nie możesz mi tego zrobić -płakałam jak małe dziecko.Przytuliłem ją do siebie jeszcze mocniej gdy wparowała reszta wraz z mamą Juli,Libby zaczęła krzyczeć i płakać do takiego stopnia że Zayn musiał wyjść z nią na zewnątrz i uspokoić ze względu na jej stan.
Wreszcie przyjechała karetka wprowadzając ją na noszach do środka,zsunąłem się po zimnym murze budynku i znów zacząłem płakać Niall próbował mnie uspokoić ale średnio mu to wychodziło.
Po chwili z karetki wyszedł lekarz oznajmując.
-Dziewczyna ma małe szanse na przeżycie ale robimy co w naszej mocy.gdy dotarło do mnie co powiedział ten mężczyzna w białym fartuchu rzuciłem się na najbliższą osobę stojąca koło mnie czyli Louisa.
-Harry,będzie dobrze-pocieszał mnie.
-Boże to wszystko prze zemnie.!-krzyczałem.
Pierwsze co przyszło mi do głowy to umrzeć i być tam z nią,chwyciłem w rękę żyletkę która leżała obok już chciałem przeciąć żyłe gdy złapał mnie Louis wydzierając mi ją z rąk.
-czyś ty zwariował .!?ona jest tutaj z nami i będzie rozumiesz.?!-krzyczał ale również nie mógł pohamować łez
-Chce być z nią w tym lepszym świecie-schowałem twarz w dłonie.
Po następnej godzinie reanimacji nie mogłem już tego wytrzymać wbiegłem do karetki łapiąc ją za nadgarstki.
-Kochanie nie odchodź nie rób mi tego proszę ,proszę ..-powtarzałem jak idiota.
Lekarze próbowali mnie od niej odciągnąć ale nie dałem się cały czas trzymałem jej bladą dłoń owinięta w bandaże
-Kocham Cię,nie odchodź nie odchodź do cholery..-szeptałem spoglądając na coraz prostszą zieloną linie na monitorze
aaaaaaaaa genialne jaram się <3
OdpowiedzUsuńzapraszam do komentowania 23 rozdziału który się WŁAŚNIE POJAWIŁ :)
galaxy-strawberry.blogspot.com